Okresowe szkolenie BHP, a urlop pracownika

Nie tak dawno poruszyłam wątek zbliżającej się fali urlopów. Uruchomiona procedura odpowiedniego czasu na zgłoszenie dłużej nieobecności, akcept przełożonego, zasłużony odpoczynek. Najistotniejszy w tym procesie jest czas. Czas nieobecności pracownika, ale także kontrola czasu, czyli weryfikacja ważności szkolenia okresowego z zakresu BHP. Co zrobić w sytuacji, gdy termin wypada idealnie na połowę urlopu pracownika? Puścić go i załatwić temat po jego powrocie, czy może lepiej załatwić sprawę przed wyjazdem?

Przepisy mówią o tym, że pracownik musi odbyć obowiązkowe szkolenia PRZED dopuszczeniem do pracy, co za tym idzie. Podczas urlopu, nie jest aktywny zawodowo, a więc możemy go wysłać na szkolenie pierwszego dnia po jego powrocie.

Jak przyjdzie co do czego, nie wiadomo co robić

Niezależnie od ilości namnożonych obowiązków, taki pracownik powinien zacząć dniówkę od odbycia takiego szkolenia. Przepis to przepis i nie ma co z tym dyskutować. W wielu przypadkach taka osoba nie pierwszy raz przerabia podobne szkolenie, a więc możemy liczyć się z tym, że wejdzie rutyna i brak pełnej koncentracji. Ponadto, bardziej lub mniej świadomie, rozpocznie się selekcja wchłanianej wiedzy. Fakt, nie sposób być we wszystkim dobrym, natomiast warto przynajmniej wiedzieć, gdzie w sytuacji zagrożenia, takiej wiedzy szukać.

Niestety, coś w tym jest. W sytuacjach stresowych, a zwłaszcza podczas wypadków przy pracy czy innych incydentów, bardzo często pojawiają się błędy proceduralne lub co gorsza, obnażają się zaniedbania, np. niekompletność apteczki czy przeterminowana gaśnica. O tym, kto jest za to odpowiedzialny – pozostawiam na inny wątek.

Jeżeli ponadto, jesteś szkoleniowcem w firmie, w ramach ciekawostki, polecam zrobić mały test – zapytaj 5 przypadkowo spotkanych ludzi w biurze, gdzie znajduje się apteczka, czy firma posiada AED – jeżeli tak, to gdzie ono jest oraz kogo poinformować, gdy wydarzy się wypadek. Ta mała próba badawcza może obnażyć przestrzenie, nad którymi warto popracować.

Dodatkowa edukacja

Nie bez powodu w sporcie czy tańcu mówi się o pamięci mięśniowej. Mózg również wymaga pracy w postaci powtarzania, utrwalania, odświeżania, dlatego też idąc torem myślenia, że szkolenia okresowe są realizowane raz na 5-6 lat (mowa o stanowiskach umysłowych), jest to zdecydowanie zbyt odległy czas, aby oczekiwać od pracownika pełnej płynności w posiadanej wiedzy. Co jako HR możemy zrobić? Najprościej by było zostawić fakt jakim jest, w końcu wszystko zgodnie z przepisami. Jednak, rola HR to również troska o bezpieczeństwo pracowników, a więc… nie możemy stać z założonymi rękami.

Tak czy inaczej. Poza obowiązkowymi szkoleniami postawiłam na dodatkową edukację w zakresie:

  • Edukowania z wartości posiadania tej wiedzy
  • Dodatkowe szkolenia BHP w ramach onboardingu
  • Szkolenia w pigułce – coroczne przypominajki
  • Szczegółowo omówiona procedura edukacji i procedury w razie wypadku
  • Uszczegółowiona mapa ewakuacji, która dostępna jest zarówno w wersji online jak i papierowej
  • Samodzielna kontrola zawartości apteczek, ważności gaśnic, rozmieszczenia instrukcji na biurach oraz online.

Co jeszcze możesz zrobić?

  • Samodzielnie kontrolować zawartość apteczki prowadząc regularną inwentaryzację – zwracając uwagę na daty ważności i zmiany przepisów
  • Być w kontakcie z osobami odpowiedzialnymi za ważność gaśnic
  • Przechodząc przez biuro zwracać uwagę, czy gaśnice oraz drzwi ewakuacyjne nie są zastawione / zasłonięte
  • Uzupełnić instrukcje BHP w dwie wersje językowe (jeżeli masz pracowników międzynarodowych)
  • Śledzić rynek i weryfikować nowe możliwości edukacyjne
  • Zorganizować szkolenie / event integracyjny o charakterze edukacyjnym, np. szkolenie z Pierwszej Pomocy, inscenizacje sytuacyjne.
  • Wewnętrzny QUIZ z nagrodami w oparciu o weryfikację wiedzy z zakresu BHP.

Jak muszę, to nie chcę

Gdy myślę o obowiązkowych szkoleniach, nasuwa mi się pytanie – dlaczego szkolenia BHP czy PPOŻ mają taki czarny PR? Przecież jest to zakres informacji, który ma nas chronić przed czynnikami zewnętrznymi prowadzącymi do wypadku/incydentu. Trochę przypomina mi to moją edukację z matematyki – przez lata nudna formuła nauki, szybkie tempo, dostosowane do najlepszego ucznia w klasie i wymagający nauczyciel. Te lekcje zawsze były owiane sporym stresem w zaangażowaniu na poziomie „byle przetrwać”.

Myślę, że największym wyzwaniem szkoleniowców jest obalić ten mit i szukać rozwiązań, aby edukacja w tym zakresie stała się przyjemnością, po którą każdy z nas sięga samodzielnie.

text written by:

Aleksandra Lipowska-Rochalska, HR Director